Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

przyjeździe Kurta.
Tajemnica szwarcwaldzkiego zegara

Dniało, kiedy obaj podporucznicy wsiedli do pociągu relacji Berlin–Moguncja. Po pewnym czasie von Platen zdjął rękawiczkę, aby poczęstować Kurta cygarem. Promień wschodzącego słońca padł na jego pierścień.
— Co to za klejnot? — zainteresował się Kurt. — Zapewne stara pamiątka rodzinna?
— Stara — potwierdził von Platen — ale niezupełnie rodzinna. To podarunek od mego wujka.
— Tego bankiera?
— Tak, wyświadczyłem mu kiedyś przysługę, za którą chciał mnie wynagrodzić. Ale że jest sknerą, pieniądze, najmilszy dla oficera podarunek, niechętnie wypuszcza z rąk. Ofiarował mi więc pierścień, który jest wprawdzie bardzo wartościowy, ale bądź co bądź jego nic nie kosztował. Czy chcesz obejrzeć?
— Proszę.
Von Platen ściągnął pierścień z palca i wręczył Kurtowi, a ten przyjrzał mu się dokładnie.
— To nie jest współczesna robota — orzekł w końcu.
— Ani w ogóle niemiecka. Nie bardzo wiem jaka.
— Myślę, że meksykańska.
— Pewnie masz rację. Ale skąd to


Strony: