Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

/> Służący trzasnął z bicza na znak, że zrozumiał polecenie. Konie ruszyły galopem. Mknęli tak szybko, że dziesięć minut przed czwartą dotarli do browaru. Skręcili w boczną aleję parku i wkrótce powóz zatrzymał się. Niebawem nadjechały pozostałe. Przywitano się lekkim skinieniem głowy. Służący stanęli na warcie, lekarz przygotował instrumenty i opatrunki.
Kurt rozesłał pled na ziemi pod starym dębem.
— Stań tutaj — zwrócił się do Różyczki. — Stąd będziesz mogła wszystko dobrze widzieć, a ten pled uchroni cię przed wilgocią; trawa bardzo mokra.
— Dziękuję ci — popatrzyła na niego ciepło.
Sekundanci von Platen i von Golzen obeszli plac. Von Golzen podszedł do powozu Ravenowa i przyniósł tureckie szable.
— Idź już, drogi Kurcie — szepnęła Różyczka. — Von Ravenow czeka…
— Czy zniesiesz widok krwi? — zatroskał się.
— Mam nadzieję, że to nie będzie twoja.
Porucznik von Ravenow stał nad szablą, którą von Golzen położył na ziemi. Kurt podszedł do drugiej. Również pułkownik i adiutant, świadkowie pojedynku, podeszli bliżej. Major von


Strony: