Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

bankierem?
— Tak. Mówiłem ci, że jest tak samo spokrewniony ze mną, jak z naszym dotychczasowym majorem.
Von Platen podszedł do pułkownika. Jak przypuszczał, urlop otrzymał bez przeszkód. Obaj przyjaciele opuścili kasyno, pożegnawszy z uszanowaniem von Marzfelda. Na zaproszenie Kurta von Platen przyrzekł odwiedzić go wieczorem.
W domu nominacja Kurta wywołała istną burzę zachwytów. O oznaczonej godzinie Kurt pojechał do ministra i został przyjęty szczególnie serdecznie. Kiedy młody człowiek podziękował za awans, minister rzekł:
— Był mi pan gorąco polecony. Otrzymałem odpis pańskich prac, które wykonał pan dla swoich dotychczasowych przełożonych. Cenię je wysoko. Dlatego postanowiłem przenieść pana do sztabu. Naturalnie pod warunkiem — w głosie jego pojawiła się żartobliwa nutka — że na przyszłość będzie się pan wystrzegał pewnych polowań, które mogą pozbawić pana zdolności do służby. No, ale dość o tym. Niech pana nie zdziwi, że na razie nie przedstawię pana szefowi sztabu generalnego. Nim bowiem pan tam trafi, powierzę panu pewną misję, również wojskową, ale zarazem


Strony: