Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

lekceważyć. Odpowiedzieli więc na jego ukłon w sposób wymijający — ani grzeczny, ani obraźliwy. Kurt kazał sobie podać szklankę wina i zajął się gazetą.
Po pewnym czasie nadszedł von Platen i przysiadł się do niego.
— No i co? — zapytał Kurt.
— Pułkownik von Marzfeld był oczywiście zdumiony rozkazem. Domyślam się, o co chodzi.
— Nietrudno odgadnąć. Dostanie nasz regiment. Ponieważ jest z piechoty liniowej, spotyka go wyróżnienie, natomiast oficerów naszego pułku — kara jak najdotkliwsza.
— A jak myślisz? Co zawierały pozostałe listy?
— Cierpliwości! Zaraz się dowiemy.
Niedługo zjawił się von Marzfeld. Oficerowie byli zdumieni. Pułkownik z liniowej piechoty? W ich kasynie? Czego tu może chcieć? I dlaczego w galowym uniformie, z orderami na piersiach?
Wszyscy się podnieśli, aby go powitać. Podpułkownik i majorowie podeszli doń także. Uścisnął im ręce i rzekł:
— Dziękuję za przywitanie, moi panowie! Sprowadza mnie tu sprawa służbowa, a nie chęć zjedzenia z wami śniadania. — Wyjął z teczki listy ministra i dodał: — Jego ekscelencja pan


Strony: