Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

von Platen łamał sobie nad tym głowę. Wówczas hrabia opowiedział im o porannej wizycie Różyczki. Chciał zaprowadzić von Platena do pań, ale podporucznik musiał wrócić do ministra. Pożegnał się i przyrzekł, że przyjdzie ponownie, gdy tylko będzie mógł.
Hrabia i Unger weszli do pokoju, w którym znajdowali się wszyscy domownicy.
Kurt ujął rękę Różyczki i rzekł wzruszony:
— A więc ty za mnie działałaś? Ale czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo ryzykowałaś?
— Musiałam działać, skoro ty wolałeś spać! Nie sądzę jednak, że bardzo ryzykowałam. Decyzje ministra świadczą o czymś wręcz przeciwnym.
Tymczasem von Platen zameldował się u ministra. Ten przyjął go życzliwie, stojąc przy stole, na którym leżały zapieczętowane listy.
— Jest pan punktualny, panie podporuczniku. Panowie oficerowie z pańskiego regimentu schodzą się o tej porze w kasynie na śniadaniu. A pan?
— Zazwyczaj także tam jadam, ekscelencjo.
— No, dobrze. Polowanie, o którym mówiliśmy, było zaplanowane w kasynie i tam powinno się skończyć. Uda się pan do pułkownika von Marzfelda z piechoty


Strony: