Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

śmiał zranić swego przełożonego.
— Mogę zaoszczędzić pani fatygi. Przychodzę z rozkazu jego ekscelencji ministra wojny.
— Ach! — zawołała przerażona. Ranny podniósł głowę.
— Ministra? — zapytał. — O co chodzi?
— Mam panu zakomunikować rozkaz, aby aż do odwołania zachował pan sprawę w tajemnicy. Nie wolno panu opuszczać pokoju, ani przyjmować wizyt.
— A więc jestem więźniem?
— To właśnie miał na myśli ekscelencja. Przez wzgląd na mego przyjaciela Ungera, minister zdecydował się przyjąć, że został pan przypadkowo ranny podczas polowania. Należy się więc spodziewać, że uchroni to pana od twierdzy. Żegnam pana, panie pułkowniku!
Stuknąwszy obcasami, wyszedł, nieciekaw wrażenia, jakie wywarły jego słowa.
Von Ravenow wysłuchał von Platena w milczeniu, z zaciśniętymi zębami.
Po odwiedzeniu obu sekundantów, arbitra i lekarza von Platen udał się do Ungera. Ponieważ Kurt spał jeszcze, przyjął go don Manuel. Hrabia kazał natychmiast obudzić swego ulubieńca. Kurt był zdumiony, dowiedziawszy się, że minister wojny wie już o pojedynku. Również


Strony: