Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

Powiadają, że von Ravenow jest dobrym szermierzem, a pułkownik wyśmienitym strzelcem.
— Nie martw się! Czuję swoją przewagę.
— A moja kokardka, Kurcie? Miała być talizmanem.
— Noszę ją na sercu — uśmiechnął się. — Zastanawiałaś się, czy zażądasz jej z powrotem?
— To zależy, czy będę z ciebie zadowolona. Ale już pół do czwartej, pora iść.
— Właśnie na tę godzinę umówiłem się z von Platenem na rogu ulicy.
— Wyjdźmy więc po cichu.
Zaczęła zapinać płaszcz, a Kurt ośmielił się pomagać jej w tym.
— O Boże! Jeśli jednak trafi cię kula… — wyszeptała i jej oczy zaszły łzami.
— Nie lękaj się, Różyczko! Chodź nie możemy się spóźnić! Opuścili dom tak cicho, że nikt ich nie usłyszał. Na rogu ulicy czekał już von Platen w powozie. Przywitawszy się, wsiedli. Z bocznej ulicy wyjechały dwa inne zaprzęgi.
— To pułkownik i Ravenow — wyjaśnił von Platen, który ze swego miejsca wszystko doskonale widział. — Są bardzo punktualni, ale my będziemy przed nimi. Henryku, nie pozwól się wyprzedzić! — zawołał do stangreta.

Strony: