Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

dlatego zdawało się jej, że ich dusze się zespoliły? Ujął ją za ręce i rzekł miękko:
— Widzisz, Różyczko, to był właśnie pocałunek. Odzyskała swobodę.
— Nie takim, jakim się całuje ciotkę?
— Starą…
— Z długim nosem…
— I z brodawkami.
Roześmieli się oboje. Różyczka zapomniała o pojedynku i o tym, że jest wnuczką hrabiego, Kurt zaś, że jego ojciec był zwykłym sternikiem. Dziewczyna pierwsza ochłonęła.
— Muszę już iść — powiedziała.
— Och, jaka szkoda!
— Do widzenia, mój drogi!
— Do widzenia, Różyczko! Spróbuję trochę się przespać i na pewno będę śnił o tobie.
— A opowiesz mi sen?
— Oczywiście!
Kiedy wyszła długo stał przy drzwiach i trzymając rękę na sercu, mówił do siebie:
— O, jakże kocham, jakże ją kocham!
A ona nie mogąc usiedzieć na miejscu, w kółko chodziła po swoim pokoju i szeptała:
— Co to było? Co ja uczyniłam? O mój Boże, tego nie mogę opowiedzieć mamie! Nigdy, przenigdy!
Rozległo się pukanie i weszła służąca. Zdziwiła się, że panienka


Strony: