Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

bez egoizmu.
— O czym ty mówisz?
— Zapłaciłaś za talizman, prawda? Skoro więc mi go zwracasz, jestem obowiązany oddać zapłatę.
Serce jej żywiej zabiło. Krew uderzyła do głowy, skronie i policzki pałały! I naraz ciemno przed oczami, coraz ciemniej… Zamknęła powieki.(I wtedy poczuła, że ręce Kurta ją obejmują.
— Różyczko, droga Różyczko, spójrz na mnie!
— Nie! Nie mogę…
— Czy jesteś zła na mnie?
— O, nie, wcale nie! — szepnęła.
Zaczął całować jej oczy — prawe, potem lewe. Później jego ciepłe wargi dotknęły jej policzków i… wreszcie ust. Naprzód leciutko, potem mocniej i z każdą chwilą gwałtowniej. To odrywały się, to znów przyciskały do nich. Czy miała się bronić? Ani nie mogła, ani nie chciała tego robić.
— Zła jesteś na mnie, Różyczko? — spytał.
— Nie, Kurcie!
Jego pocałunki stały się jeszcze gorętsze. Bóg wie, ile by to trwało, ale w sieni rozległy się kroki służącego.
Otworzyła oczy, a Kurt szybko odskoczył od niej. Nigdy go jeszcze takim nie widziała. Niby ten sam, a zupełnie inny. Może


Strony: