Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

głosem.
Von Platen odjechał, młoda para pieszo poszła do domu. Był jeszcze całkowicie uśpiony, dostali się do środka nie zauważeni przez nikogo. Różyczka odprowadziła Kurta aż do jego pokoju.
— Wejdź na chwilę — poprosił. — Musimy skończyć rozmowę.
— Dobrze. A więc czy naprawdę nie wiesz, jak postąpić?
— Nie wiem. Właściwie powinienem złożyć meldunek pułkownikowi, ale skoro sam brał w tym udział… Odpoczniemy, Różyczko, a potem się zastanowimy. W każdym razie dziękuję Bogu, że mnie ustrzegł od śmierci. I dziękuję tobie! Przecież miałem przy sobie talizman, który mi dałaś.
— Ach, tę kokardkę! Mój rycerzu! Obroniłeś honor swej damy!
— A co będzie z talizmanem? Czy chcesz, bym ci go zwrócił?
Stanęła w pąsach.
— Najpierw odpoczniemy. Tak ważna sprawa wymaga namysłu.
— Teraz jesteś naprawdę złą Rosetą! Przyrzekłaś, że rozstrzygniesz ją po pojedynku.
— Być może, że tak powiedziałam, ale czy zależy ci na pośpiechu?
— Rozumie się — odparł wesoło. — Muszę wiedzieć, czy talizman zostanie wykupiony czy


Strony: