Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

Oczywiście nie aż tak, aby to poczytano za nieuczciwość; po prostu o sekundę wcześniej należało spuścić kurek. Major zaczął liczyć:
— Raz… dwa… trzy! Padły strzały.
— O, Boże! — zawołał pułkownik. Pistolet wypadł mu z ręki. Lewą dłonią chwycił się za prawą.
— Ugodzony? — zapytał sekundant.
— Tak, w rękę — jęknął.
Lekarz podszedł i zaczął badać ranę. Pokiwał głową i spojrzał na Kurta, który wciąż stał na swoim stanowisku.
— Zmiażdżona, całkowicie zmiażdżona — oświadczył rozcinając nożycami rękaw do łokcia. — Kula przebiła dłoń, rozerwała przegub i przeszyła na wylot przedramię. Chyba leży niedaleko stąd.
— Czy uratuje mi pan rękę? — wykrztusił ze strachem pułkownik.
— Nie, trzeba amputować.
— A zatem niezdolny do służby? — zapytał Kurt.
— Tak — potwierdził lekarz.
— Mogę więc już opuścić stanowisko. — Kurt rzucił pistolet i odszedł. Różyczka oczekiwała go z błyszczącymi oczami. Ogromna duma malowała się w jej spojrzeniu.
— Znowu zwyciężyłeś! — szepnęła radosnym


Strony: