Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

Oko w oko

Bal trwał w najlepsze. Jednakże opuścili go pułkownik von Winslow, von Ravenow, sekundanci oraz Kurt wraz z hrabią i paniami.
Kurt, choć miał zamiar przespać się przed pojedynkiem, nie mógł zasnąć. Siedział w swoim pokoju i czytał znakomite dzieło generała von Clausewitza.
Nastał poranek; brzask zmącił światło lampy. Zapukano cicho do drzwi. Weszła Różyczka, już ubrana do wyjazdu.
— Dzień dobry, Kurcie! — powitała go, wyciągając rękę. — Czy spałeś?
— Nie.
— Pisałeś testament? — w głosie jej słychać było żartobliwe nutki.
— Moja droga Różyczko — powiedział poważnym tonem — wynik pojedynku nawet dla najlepszego szermierza i strzelca jest zawsze niepewny. A jeśli się wychodzi zwycięsko, to przygnębia myśl, że się zabiło lub zraniło człowieka.
— Masz rację, ale wcale nie jestem zaniepokojona. A co się tyczy twoich przeciwników, to nie miej wyrzutów sumienia. Słyszałeś, że pragną twojej śmierci.
— Ale ja ich nie zabiję.
— Proszę cię jednak, abyś nie narażał się lekkomyślnie na niebezpieczeństwo.


Strony: