La Pendola

Autor: Karol May

rzeczywiście. Z otworu wyskoczyło coś ciemnego. Ludwik wystrzelił. Zwierzę przewróciło się. Równocześnie strzelił Kurt, ale lufę strzelby zwrócił w zupełnie innym kierunku.
— Nareszcie go mam! — cieszył się Ludwik podbiegając do swojej ofiary. Po paru krokach zatrzymał się przerażony i zaklął:
— Do pioruna, co ja zrobiłem?
— Zabiłeś Waldinę — odparł chłopak.
— Tak. To już nie psi strzał, a świński. Nigdy mi się nie zdarzyło coś podobnego. Ale jakim cudem pies wyskoczył przed lisem?
— Bo został ukąszony. Słyszałem jego skowyt.
— Stul pysk, żółtodziobie! — fuknął gniewnie Ludwik.
— Żółtodziobie? A co tam leży w zaroślach?
Myśliwi spojrzeli we wskazanym przez Kurta kierunku.
— To lis, naprawdę lis!
Leżał tam istotnie, szarpany przez dwa psy.
— Więc jestem żółtodziobem czy nie?
— Uważasz, że ty go zabiłeś? Brednie! To ewentualnie Franciszek lub Ignacy.
Chłopiec, urażony, odwrócił się i zaczął ładować strzelbę.
— Nie, to nie mój strzał. Nie strzelałem wcale — powiedział


Strony: