La Pendola

Autor: Karol May

głowie.
Na potwierdzenie tych słów dał rozkaz kolejnej salwy armatniej. Odpowiedzią był stek przekleństw korsarzy.
— Do wioseł! Podpłyniemy do kupca — krzyczeli.
— Aha! — ucieszył się Unger. — Dostaną łotry za swoje!
Mały jacht zbliżył się na taką odległość, że armaty statku pirackiego nie mogły wyrządzić mu szkody.
— Ognia! — wydał komendę Unger.
Zagrzmiały działa, pociski ugrzęzły w kadłubie „La Pendoli”
— Dobrze! A teraz wpakujcie mu porcję kartaczy!
Piraci zorientowali się dopiero teraz, że jacht jest groźnym przeciwnikiem. Ale nie mogli sobie z nim poradzić, bo armaty przenosiły ponad tę odległość, a przed strzałami karabinowymi chroniła załogę ściana, ustawiona na pomoście. Landola znalazł się w potrzasku.
— Schwytać tę przeklętą łupinę! — rozkazał. Natychmiast zaczęto spuszczać dwie łodzie.
— Coraz lepiej — radował się Unger. — Obie pójdą na dno. Sam stanął przy armacie. Właśnie zbliżała się pierwsza, większa łódź. Wycelował starannie i przyłożył lont. Pocisk trafił w dno łodzi i przedziurawił


Strony: