La Pendola

Autor: Karol May

dwoje dzieci, to małe i to wielkie, ruszyło do lasu.
Dzień wigilijny nastał pogodny i słoneczny, jakby natura w ten sposób chciała uczcić uroczystość zaślubin młodej pary. Rano mieszkańcy leśniczówki zebrali się w wielkiej sali zamkowej, nie szczędząc słów podziwu dla wspaniałej dekoracji z drzew. Kapitan był w siódmym niebie. Po dziesiątej przybył ksiądz z pobliskiej wioski i dał młodym ślub. Potem odbyło się skromne śniadanie w gronie najbliższej rodziny, przyjaciół i znajomych.
Wieczorem zgromadzono się znowu przy choince. Niezliczona ilość płonących na niej świateł wywarła na Hiszpanach niezapomniane wrażenie, gdyż, jak wiadomo, obyczaj ten nie jest znany w ich kraju. Roseta, oparta na ramieniu męża, co chwila głośno wyrażała swój zachwyt, a Elvira klaskała w dłonie, twierdząc, że czegoś podobnego ani ona, ani Alimpo nigdy jeszcze nie widzieli. Po chwili z podwórza rozległy się słowa kolędy: „Cicha noc, święta noc…” Wśród służby stał kapitan i wybijał takt. Ze śpiewaniem poszło nie najgorzej; nadleśniczy i z tej niespodzianki mógł być zadowolony. Nie każdy ton brzmiał wprawdzie


Strony: