La Pendola

Autor: Karol May

Ludwik ma rację, kapitan wpadł w jeszcze większą złość i krzyczał wściekły:
— Stul pysk! Czyje to złoto, twoje czy moje? Ja je kupiłem czy ty? Ja! Mam więc prawo smarować się nim, jak mi się podoba!
— Niech mnie pan kapitan zostawi w spokoju albo pójdę sam sobie precz i pan kapitan sam będzie złocił orzechy.
Nadleśniczy oniemiał na chwilę, po czym wrzasnął:
— Do kroćset bomb i kartaczy! Jaki diabeł cię opętał, że się odważasz tak do mnie mówić? I dla kogo to pracujesz, dla mnie czy dla naszej hrabianki, która zasługuje na złoto całego świata? Jeżeli zaraz… — tu przerwał, bo rozległo się pukanie. Za chwilę usłyszeli głos Kurta:
— Panie kapitanie, proszę otworzyć. Gniew kapitana znalazł nowe ujście.
— Zostań za drzwiami, nie wchodź! Niepotrzebny jesteś mi teraz!
— Chcę coś pokazać.
— Nie mam czasu.
— Wejdę tylko na chwilkę, na chwileczkę.
— Nie. Marsz z powrotem!
— Dobrze, odchodzę. W takim razie sam go zastrzelę.
— Zastrzelisz? Kogo?
— Tygrysa.
— Co takiego? Oszalałeś?
— Do


Strony: