La Pendola

Autor: Karol May

miękki, wygodny tapczan i sam zaniósł Rosetę do pokoju don Manuela. Na widok ojca córka rozpłakała się, chwyciła jego dłonie i zaczęła całować. Dopiero po chwili zauważyła stojącego obok Alimpa. Podała mu rękę. Rządca ucałował ją ze słowami:
— Chwała Bogu, że zmiłował się i pozwolił doktorowi uratować panienkę.
— Wiem, że to zasługa doktora. I wiem, coście wy dla mnie zrobili. Dzięki, serdeczne dzięki.
— To drobnostka. Poszlibyśmy za panią choćby na koniec świata, jak mówi moja Elvira.
— Postaram się wynagrodzić wasze trudy i poświęcenie. Niech tylko ojciec wydobrzeje.
Następnego dnia miało się rozstrzygnąć, czy hrabia również zostanie uratowany.
Roseta siedziała już przy łożu ojca, nie spuszczając z niego oczu. Spał już prawie trzy dni. Wszedł Sternau.
— Powiedz, Carlosie — szepnęła — czy on wyzdrowieje?
— Mam nadzieję, że tak.
Po pewnym czasie hrabia przeciągnął się, otworzył oczy i wodził po pokoju sennym wzrokiem. Zobaczywszy Rosetę, zapytał:
— Gdzie jestem, wielki Boże? Co mi się śniło? Czy to ty, Roseto? A


Strony: