La Pendola

Autor: Karol May

chwilę.
Pani Sternau pogłaskała syna i zapytała:
— A więc wszystko idzie dobrze?
— Bóg to raczy wiedzieć, matko. Modlę się do niego jak nigdy dotąd.
— Bóg wysłucha twój ej modlitwy. Zasługujesz na to. Wyszła, za chwilę wróciła, siadła przy oknie, ale nie mogła już pracować. Modliła się wraz z synem.
Oboje z uwagą przyglądali się chorej. Po chwili drgnęły jej powieki i poruszyła ręką, którą trzymał Sternau. Doktor całą siłą woli starał się opanować nerwowe dreszcze, które sprawiały, że dygotał jak w febrze. Za cisnął szczęki aż do bólu. Udało się. W tym samym momencie Roseta otworzyła oczy i popatrzyła wokół mętnym wzrokiem.
— Boże, bądź miłościw… Spraw, by wyzdrowiała — modlił się Sternau.
Spojrzenie chorej stopniowo nabierało wyrazu, coraz przytomniej przypatrywała się otaczającym ją przedmiotom. Wreszcie poczuła widać, że ktoś trzyma ją za rękę, bo wzrok jej spoczął na doktorze.
— Carlosie, to ty!? — zawołała.
— Uratowana — szepnął do siebie, a głośno dodał: — Tak, najdroższa, to ja.
— Gdzie


Strony: