La Pendola

Autor: Karol May

antidotum.
— No tak, ale gdybym zobaczył chorych dzisiaj, a potem za jakiś czas, mógłbym stwierdzić, w jaki sposób podziałała odtrutka.
— Jeśli pan ma trochę czasu, proszę nam towarzyszyć. Obecność takiego świadka byłaby mi bardzo na rękę.
— Niech pan jedzie z nami, prokuratorze — poprosił kapitan.
— Dobrze, jadę.
Wsiedli do powozu. Kurt jechał za nimi na kucyku, pogrążony w rozmyślaniach. Co zrobił: rzecz mądrą czy głupstwo? Po długich medytacjach doszedł do wniosku, że było to głupstwo, i zaczęło mu dokuczać uczucie wstydu.
W domu matka zapytała surowo:
— Gdzie byłeś?
— U prokuratora. Powiedziałem, że go zastrzelę, jeżeli nie wypuści kapitana i doktora. Załamała ręce:
— Na Boga, co ty wyprawiasz? Unieszczęśliwiasz nas wszystkich, okropny chłopcze! Co odpowiedział prokurator? To cud, że cię na miejscu nie kazał zamknąć!
— Wcale się nie gniewał. Śmiał się trochę, potem zaś oświadczył, że uwolni aresztowanych. Zaprowadził mnie do pokoju, gdzie obaj siedzieli, paląc cygara.
— A więc byli aresztowani?
— Nie,


Strony: