La Pendola

Autor: Karol May

zawołał kapitan.
— Przyszedłem was uwolnić. Zmusiłem pana prokuratora, aby was natychmiast wypuścił z więzienia.
— Co ty wygadujesz? Co to za głupoty?
— Czy można nazwać głupstwem, że groziłem prokuratorowi śmiercią, gdyby nie spełnił mojej prośby?
— Na miłość boską, chłopcze, oszalałeś czy co?! Nie byliśmy wcale aresztowani. Będę cię musiał wziąć mocno w karby.
— Niech się pan nie gniewa na niego, kapitanie — wtrącił prokurator. — Nie zachował się wprawdzie wobec mnie miło, ale z drugiej strony to nieprzeciętny charakter. Tylko od jego opiekunów zależy, czy wyrośnie z tego chłopca przestępca czy też jednostka bardzo pozytywna. Mam rację?
Kapitan odparł:
— Powiedział pan to, o czym często myślałem. Choć to nie moje dziecko, zrobię wszystko, żeby to młode drzewko wyrosło pięknie i bujnie. No, a teraz czas nam w drogę. Doktor chce już dziś rozpocząć kurację chorych.
— Tak — potwierdził Sternau — dłużej zwlekać nie mogę.
— Bardzo bym chciał być przy tym.
— I tak nie doczekałby się pan na poczekaniu skutków mego


Strony: