La Pendola

Autor: Karol May

do kapitana. Po drodze spotkał Ludwika.
— Dzień dobry, Ludwiku — przywitał go. — Czy pan kapitan jest u siebie?
— Nie — burknął Ludwik.
— Gdzie jest w takim razie?
— Został aresztowany razem z doktorem Sternauem.
— Co złego zrobili?
— A bo ja wiem? Są przecież ludzie, których latami niewinnie się trzyma w więzieniu.
— Dokąd ich zabrano?
— Słyszałem, że do prokuratora, ewentualnie są w sądzie.
— Uwolnię ich stamtąd.
— Kpisz, czy co?
— Wcale nie. Biorę swoją strzelbę.
— Ależ nie dopuszczą cię do prokuratora! Zresztą mama nie pozwoli ci tam pojechać!
— Kapitan i doktor nie mogą siedzieć w więzieniu!
— Nic na to nie poradzimy. Ewentualnie trzeba cierpliwie czekać. Przyrzeknij mi, że nie zrobisz żadnego głupstwa.
— Oto moja ręka, głupstwa nie zrobię.
— No, to zgoda, w takim razie mogę być ewentualnie spokojny. Kurt poszedł. Po drodze mówił do siebie:
— Słowa dotrzymam, bo nie mam wcale zamiaru palnąć głupstwa. Każę sobie tylko osiodłać konika i pojadę do Moguncji. Znam


Strony: