La Pendola

Autor: Karol May

/> — Cóż mam robić, chłopcze, podszedłeś mnie podstępem. Powinienem właściwie dać Ludwikowi w skórę, ale muszę dotrzymać słowa. Nie ukarzę go, ty za to bierz swego lisa i wynoś się stąd. Nie chcę cię widzieć na oczy nigdy, nigdy w życiu. Nie chcę mieć do czynienia z łotrem, który najpierw wyciąga ode mnie rewolwer, a później wyłudza słowo honoru. Marsz za drzwi, natychmiast! — podniósł głos.
Kurt z największym spokojem wsunął rewolwer do kieszeni, przewiesił przez ramię dubeltówkę i lisa i powiedział:
— Myśli pan, że się boję, kapitanie? Ani troszkę; znam pana przecież dobrze.
— Co takiego? Znasz mnie dobrze? W takim razie powinieneś wiedzieć, że zażyłość nasza skończona.
— A ja się nie boję i nic sobie z tego nie robię, bo coś wiem.
— Co mianowicie?
— Że mnie pan kocha z całego serca.
— Masz rację, hyclu. Ale idź już, bo gotów jesteś Bóg wie co jeszcze ode mnie wycyganić.
Kurt wyszedł. Po chwili ktoś zapukał. Była to Helena Sternau.
— Czym mogę pani służyć? — zapytał nadleśniczy.
— Przynoszę codzienny


Strony: