La Pendola

Autor: Karol May

honoru.
— Do diaska, to brzmi poważnie. Zakrawa nawet na wymuszenie. Ale nie przypuszczam, by to była rzecz głupia lub zła.
— Chciałbym tylko, żeby pan coś komuś wybaczył.
— No, no, to pięknie, masz dobre serce. Ale o kogo chodzi?
— Dowie się pan dopiero wtedy, gdy da pan słowo.
— A to spryciarz z ciebie! Więc nikt na tym nie straci, jeżeli przebaczę?
— Nie.
— W takim razie daję słowo. A teraz mów!
— Nie zrobi pan awantury Ludwikowi za to, że spudłował? Nadleśniczy zmarszczył brwi.
— Ludwik spudłował? Niemożliwe, mierzy przecież doskonale!
— A jednak spudłował, i to haniebnie. Sam nazwał to świńskim strzałem.
— No, no. I co zastrzelił?
— Psa.
— Psa? Nie, to wykluczone!
— A jednak tak. To była Waldina.
— Waldina? Waldina zamiast lisa? Żartujesz sobie ze mnie, smarkaczu.
— Mówię prawdę. A więc pan kapitan nie będzie się gniewał na Ludwika?
Nadleśniczy chodził po pokoju siny ze złości i mamrotał pod nosem. Nakląwszy się i nawymyślawszy do woli, ochłonął nieco i oświadczył:

Strony: