Kozak

Autor: Karol May

diabła!
Sytuacja stawała się poważna. Naczelnik milczał do tej pory, nawet podczas lania, jakie kozak sprawił jego synowi. Ale słowa Sama tak wzmogły jego wściekłość, że nie wytrzymał i ofuknął trapera:
- Rozkazuję ci milczeć! Nie masz tu nic do gadania! Sam roześmiał mu się w twarz.
- Czyżbyś ty miał?
- Tak. Jestem tu naczelnikiem!
- Jesteś tu gościem, podobnie jak ja. Mam tu tyle samo do powiedzenia co ty, jeśli się nie mylę. W kancelarii musiałeś przede mną spuścić z tonu, a co dopiero tutaj, na tej sali, gdzie wszyscy mają równe prawa. Będę mówił, co mi się podoba. Powiem ci więc, ojczulku: jesteś wielkim głupcem. Atwój syn jest gburowatym szubrawcem, któremu porządne cięgi wcale nie zaszkodzą, hihihihi!
Isprawnik, rotmistrz i pozostali oficerowie porwali się z miejsc.
- Spokojnie! - zawołał naczelnik szyderczo. - Zostawmy go! On naprawdę zwariował!
- Posłuchaj, ojczulku, ostrzegam cię! Twój syn obraził mnie i żądam zadośćuczynienia. Jeżeli mi go odmówi, jest tchórzem. Zrozumiano?
W sali zrobiło się cicho jak makiem zasiał, nawet muzykanci


Strony: