Kozak

Autor: Karol May

zesłańca. Lecz kozak wydawał się myśleć wyłącznie o swojej tancerce. Ramieniem wspartym o jej biodra prowadził ją lekko i zamaszyście tam i z powrotem. A ona poddała się całkiem tej porywającej muzyce i zręcznemu prowadzeniu, i tańczyła z głową lekko przechyloną i wpół przymkniętymi powiekami.
Rodzice Karpali przyglądali się im pogodnie i bez uprzedzeń w zesłańcu widzieli przecież jedynie mężczyznę, który uratował ich klejnot, ich córkę.
Taniec dobiegł końca.
- Chodź! - powiedziała Karpala i chciała odprowadzić swojego tancerza do miejsca, gdzie uprzednio stał.
- Nie - wyszeptał, - to ja ciebie odprowadzę!
Powoli dotarli aż do przegrody i weszli na „pańską" stronę. Rotmistrz rzucił się ze swego miejsca na kozaka. Obserwował tańczących płonącymi oczyma, które skrzyły się teraz niszczącym ogniem.
- Masz czelność wejść tu, psie? - zawołał tak głośno, że jego słowa słychać było wyraźnie w całej sali. - Czego tu chcesz?
- Odprowadzić moją damę na miejsce - odparł nieustraszenie kozak Numer Dziesięć.
- Twoją damę? Cóż za zuchwałość!


Strony: