Kozak

Autor: Karol May

się trąbka, stara gitara i puzon, a koncert jak mówił poeta, zmiękczał kamienie i ludzi doprowadzał do szaleństwa.
Absolutne pierwszeństwo należało do tańców ludowych. Pomimo złych napitków i jeszcze gorszej muzyki powoli stawało się głośno i wesoło, także w miejscu, gdzie siedzieli „państwo" .
Tylko rotmistrz pozostał ponury i małomówny. Czuł się poniżony w oczach gości na balu, a do tego Karpala nie zaszczyciła go ani jednym spojrzeniem. Więc kiedy rozpoczął się następny „pański" taniec, wstał zły ze swego miejsca i podszedł do niej. Poprosił ją do tańca, ale ona potrząsnęła głową nawet na niego nie spojrzawszy.
- Nie tańczysz? - spytał.
- Nie.
- Dzisiaj w ogóle nie?
- Jeszcze nie wiem.
- Czy może ze mną nie chcesz tańczyć?
- Z tobą nigdy więcej!
Rotmistrz zbladł. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w jego kierunku i czuł na sobie drwinę tłumu.
- A może zatańczysz z Numerem Dziesiątym? - wysyczał jadowicie prosto do jej ucha.
- Być może.
Oczywiście odpowiedzi dziewczyny nie potraktował poważnie. Przecież to


Strony: