Kozak

Autor: Karol May

wielkim trudem i bardzo powoli, cały czas wspierając się o mur. Lewą stopę ciągnął za sobą, a na prawej bardziej skakał niż mógł iść.
W ten sposób dotarł do najbliższego rogu ulicy. A teraz dokąd? Nie orientował się dobrze w tej okolicy, a poza tym był niezdecydowany. Do portu? Albo nie, lepiej uciekać w stronę gór. Po wydarzeniach tej nocy port zostanie z pewnością dokładnie przeszukany i zamknięty.
Jęczący i rozgorączkowany powlókł się dalej przed siebie wąską uliczką, która wydawała mu się w sam raz na ucieczkę, a za nim powoli cichły odgłosy rebelii.
Nagle przed sobą usłyszał pośpieszne kroki, a następnie męskie głosy. Możliwie niepostrzeżenie oparł się o zamknięte drzwi domu, jak gdyby tu właśnie mieszkał
W uliczce pojawiły się postacie, jedna, dwie, trzy, cztery, pięć, sześć. Te wysokie buty, kurtki, te szerokie kapelusze, do diabła! Nawet mieli poprzypinane pasy na naboje a teraz stali tuż przed Walkerem, który ich natychmiast rozpoznał: byli to Old Firehand, nierozłączna trójka, Herman von Adlerhorst, a także Winnetou.
- Mister, - zagadnął go jeden z nich, Will


Strony: