Kozak

Autor: Karol May

Chodź!
Mężczyźni wyszli. Przed karczmą stał obładowany kilkoma kuframi jeden z tych lekkich, dwukonnych powozów, które nazywa się ki-bitkami. Obok stal brodaty woźnica.
- Natychmiast każę wnieść wszystko do środka - powiedział gospodarz. - Jak długo chcesz tu zostać?
- Nie wiem jeszcze, jak długo zatrzymają mnie interesy. Słyszałem, że odbywa się tu jarmark .
- Tak, panie.
- Ale jakoś go nie widać. Gdzie jest plac targowy?
- W Wierchnieudinsku nie ma placu targowego. Jarmark odbywa się za miastem. Wolno wiedzieć, skąd przybywasz?
- Z Irkucka.
- A więc z zachodu. No to oczywiście nie mogłeś zobaczyć jarmarku, bo ten znajduje się po wschodniej stronie miasta.
- Przychodzą tu też łowcy soboli?
- Wielu, panie.
- Chciałbym kilku zwerbować.
- Chcesz przyjąć do służby sobolników? Hm, panie, to ryzykowna sprawa. Możesz przy tym zyskać dużo pieniędzy, ale też dużo stracić. . - Kto chce zyskać, musi ryzykować.
- Jakich ludzi chcesz zwerbować?
- Możesz mi polecić kilku dobrych myśliwych? Chcę stworzyć grupę na


Strony: