Kozak

Autor: Karol May

Wilka, oczywiście!
- Masz szczęście! Wyrzuć ten pejcz! Za nami!
Z tymi słowy rotmistrz pogalopował w stronę rzeki. Kozak wykonał rozkaz. Cisnął nahaj i pocwałował za oficerami. Wszyscy odprowadzali go wzrokiem, a niektórzy żegnali się znakiem krzyża.
- Panie, nie wódź nas na pokuszenie, ale broń ode złego! On ma diabła za skórą. Ten dziki ogier jest mu posłuszny jak baranek.
Wierchnieudinsk leży u ujścia Udy do Selengi, mającej swoje rozlewisko w południowej części Bajkału. Niedaleko miasta oficerowie przebyli rzekę przez bród. O tej porze roku woda nie sięgała koniom nawet do brzuchów. Na drugim brzegu puścili się galopem, a kozak podążał za nimi równie szybko bez trudu powodując koniem.
Rotmistrz oglądał się za nim od czasu do czasu.
- Ten człowiek ma w sobie szatana! - warknął. - Jak on to zrobił?
- Dla mnie to też niepojęte - zauważył porucznik.
- Zobaczymy, czy ogier będzie też taki cierpliwy w rwącym nurcie.
- Co, jeszcze raz chcesz przeprawiać się przez rzekę?
- Tak, tam!
Rotmistrz wskazał na brzeg, od którego już się dość


Strony: