Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

zapienił się ze złości.
— Jak śmiecie pytać o moją kwaterę?! — huknął. — Jakimże prawem?! Czy nie wiecie, że kiedy się rozmawia z podoficerem jego cesarskiej mości, należy wstać?!
Po twarzy Kurta przemknął uśmieszek.
— Dobrze, wstaję dla świętego spokoju. Ale powtarzam pytanie: jaką kwaterę przeznaczono wam na dzisiejszą noc?
— To nie pańska sprawa!
— Owszem moja. Jeżeli wasz odddział otrzymał rozkaz rozbicia tutaj namiotów, wycofam się natychmiast. Jeżeli jednak macie kwaterę w mieście, zostanę, bo moje prawo do tego miejsca nie jest gorsze od waszego.
Podoficer zaczął coś widać miarkować, bo powiedział niemal grzecznym tonem:
— Kim pan jest? Pańskie słowa każą przypuszczać, że zna pan przepisy wojskowe.
Zaciekawieni żołnierze otoczyli rozmawiających szerokim kręgiem.
— Umiecie czytać, sierżancie? — zapytał Kurt.
— Mille tommerres! — zaklął stary. — Jak może pan wątpić?
— Niech się pan nie złości. Znałem wielu sierżantów analfabetów. Choć mógłbym odwołać się do waszego komendanta, zakończę tę sprawę z


Strony: