Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

kawałek wolnego miejsca, bo już wcześniej rozlokował się tu oddział francuskiej kawalerii, składający się z jakichś trzydziestu żołnierzy. Siedzieli wokół jasno płonących ognisk, jedli i pili, żuli mocny meksykański tytoń i głośno rozprawiali o wojennych przygodach. Natychmiast zauważyli obcych. Nie w smak im było ich sąsiedztwo. Do Kurta i towarzyszy zaczęły docierać coraz głośniejsze uwagi:
— Czego tu chcą ci ludzie?!
— Jakim prawem cywile biwakują w naszym obozie?!
— Meksykańskie włóczęgi! Oberwańcy.
— Sierżancie, zróbcie z tym porządek! To wasz obowiązek! Podoficer, starszy wiekiem, puszczał mimo uszu słowa swych żołnierzy, ale kiedy spostrzegł, że kilku z nich zamierza podnieść się na nogi, zatrzymał ich ruchem ręki i sam podszedł do naszej czwórki. Kurt leżał koło namiotu na trawie i palił cygaro, a jego towarzysze trochę dalej, nad brzegiem potoku, pilnowali pławiących się koni.
— Czego tu chcecie?! — krzyknął sierżant. — Wstawać i wynosić się! Kurt odparł spokojnie:
— Sierżancie, jaką kwaterę przeznaczono wam na dzisiejszą noc? Francuz


Strony: