Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

Francuzi szykowali się do wymarszu; przez Queretaro i stolicę zamierzali dotrzeć do portu Veracruz. Żołnierze cesarscy natomiast pod wodzą osławionego Marqueza stacjonowali na przedmieściach po północnej stronie. Po wyjściu Francuzów mieli obsadzić Zimapam. Nawet najbardziej tolerancyjny cywil, a cóż dopiero Kurt, mógł być zdegustowany panującym tu rozprężeniem. Żołnierze obu armii szwendali się całymi grupami po ulicach, bratali w szynkach i zajazdach.
Porucznik najchętniej spędziłby noc pod gołym niebem w namiocie, ale obaj traperzy odradzali mu.
— Musimy znaleźć jakąś kwaterę — mówili. — Po tej niezdyscyplinowanej bandzie Bóg wie, czego można się spodziewać. A gdzie napoimy i nakarmimy nasze konie?
Przez godzinę z dobrym okładem wędrowali więc od venty do venty, od domu do domu. Na próżno. Nigdzie nie dałoby się nawet szpilki wetknąć. Wreszcie od pewnej starej Indianki, siedzącej w podartej brudnej koszuli przed walącą się chałupą, dowiedzieli się, że tuż pod miastem na łące nad potokiem, można rozbić namioty i w spokoju spędzić noc. I to jednak okazało się iluzją. Znaleźli jedynie


Strony: