Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

Naprzód muszę poznać pana nazwisko! Powiedziałeś, że uwięziono mnie z kimś drugim. Gdzie on jest?
— Na prawo od pana.
— Ach! Czyżby był to Lan… — Cortejo opamiętał się w porę i nie dokończył. — Czyżby to był mój przyjaciel?
— Wszyscy tu zginiemy. Już nie mam nadziei na litość czy łaskę. Cortejo wyprostował się, o ile na to pozwalał łańcuch.
— O, nie — krzyknął. — Nie chcę i nie mogę umierać!
Znów zaczął się miotać, wytężając wszystkie siły. Na próżno. Mocne łańcuchy nie puszczały ani odrobinę.
— Niech piekło pochłonie tego Hilaria! — wrzeszczał. — Niech sczeźnie i zginie! Mnie uwięził, a inni są wolni!
— Kogo ma pan na myśli?
— Ten drań mi oświadczył, że tu w lochach są moi wrogowie.
— I nam powiedział to samo! Może więc rzeczywiście ma tu innych więźniów? Kim są pana wrogowie?
— Muszę milczeć. A pana?
— Ja też tego nie zdradzę.
W tym momencie rozległo się głębokie westchnienie. To Landola odzyskał świadomość.
— Ach! — jęknął i próbował się wyprostować. Wtedy


Strony: