Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

jęczał. — Co ja tu robię?! To chyba jakiś makabryczny żart!
— O nie! — odezwał się wreszcie ten sam co poprzednio męski głos.
— Tu na dole wszystko jest gorzką prawdą. I myśmy z początku przypuszczali, że to żarty. Zamknięto nas w okropnej norze, potem dopiero dostaliśmy lepszą celę. Teraz znowu przeniesiono nas do tego strasznego lochu. Nasz dręczyciel powiedział, że będziemy mieć towarzystwo, które sprawi nam wielką przyjemność…
— Kogo nazywa pan dręczycielem? — przerwał Cortejo.
— Doktora Hilaria. Jest także waszym katem.
— Doktor Hilario? Ależ nie, to mój przyjaciel!
— A więc i pan dał się mu zwieść tak samo jak my. Czy nie obezwładnił pana jakimś gazem?
Cortejo nie odzyskał jeszcze pełnej świadomości. Myślał i artykułował słowa jak człowiek ledwo obudzony z narkozy. To, co mówił współtowarzysz niedoli, docierało do niego jakby z bardzo daleka.
— Przyprowadzono was tutaj w ciemnościach — ciągnął nieznajomy — i obu przykuto do muru. Wiem, że to zrobił Hilario i jego bratanek. Rozmawiali ze sobą. Kim jesteś, senior?


Strony: