Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

głosu. Gęsty, smrodliwy dym utrudniał oddychanie. Po chwili padli bez zmysłów na ziemię.
Kiedy Cortejo odzyskał przytomność, głowa mu ciążyła, nie mógł zebrać myśli i mimo że szeroko otwierał oczy, nic nie widział. Zaczął po omacku szukać rękami i ku swemu najwyższemu przerażeniu zrozumiał, że jest w jakimś lochu, w dodatku przywiązany łańcuchami do kamiennej ściany.
— Wielkie nieba! — zawołał w śmiertelnym strachu.
— Aha, jeden się obudził — dotarł do niego jakiś męski głos.
— Słyszałaś?
— Tak — odpowiedział kobiecy głos z przeciwległej strony.
— Kto tu jest? — zapytał Gasparino.
— Tacy sami jak ty, nieszczęśliwi więźniowie — odparł mężczyzna.
— Ja i moja córka.
— Jak się nazywacie?
Mimo że kilka razy powtarzał pytanie, milczeli jak zaklęci. Zaczął miotać się i krzyczeć. Szarpał łańcuchami i nie zważając na ból walił rękami w chropowatą, wilgotną ścianę. Wreszcie, wyczerpany, runął na ziemię, o mało nie przewracając dzbana wody. Obok niego wymacał kawał suchego chleba.
— O Boże! —


Strony: