Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

milczał z pochyloną głową.
— Chyba istnieje taki proszek czy mikstura — zapytał Landola — której by nie wykryto przy sekcji zwłok?
— I to bodaj niejedna — odparł Hilario. — Niezły więc to pomysł, senior Cortejo, ale gorzej z jego wykonaniem. Kogo posłać do hacjendy del Erina?
— Ja jechać nie mogę — oświadczył Cortejo stanowczym tonem.
— I ja nie — dodał Landola. — Emma Arbellez poznałaby mnie natychmiast. Hm — mruknął, patrząc badawczo na doktora. — Nie wolno nikogo więcej wtajemniczać.
— To zupełnie zrozumiałe.
— Więc tylko jeden z nas. Pojechałby pan, senior Hilario? Doktor zaprzeczył ruchem głowy. W oczach jego pojawiły się iskierki humoru, ale natychmiast zgasły.
— Dlaczego nie miałby to być pan? — zwrócił się do Landoli.
— Powiedziałem już. Poznano by mnie.
— Ja jednak nie mogę opuścić klasztoru. A więc musi to zrobić któryś z was. Przybyliście tu ucharakteryzowani, prawda? Możecie przecież ponownie zmienić twarze. Co pan na to, senior Cortejo?
— Oczywiście, że tak.
— W takim razie rzecz załatwiona.

Strony: