Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

mężczyzną. Wpadli na nasz ślad i zaczęli nam deptać po piętach.
Chcieliśmy podłożyć nieboszczyka do pustej trumny, w której rzekomo spoczywały od lat zwłoki hrabiego Rodrigandy. Potrzebowaliśmy kogoś do pomocy, no i zaufaliśmy Grandeprise’owi…
— Co za nieostrożność! — żachnął się Hilario.
— Teraz łatwo to panu mówić. Grandeprise zdradził nas z Ungerem. Porozumieli się z policją, zrobili zasadzkę w grobowcu i nakryli nas na gorącym uczynku.
— To chyba cud, że was tu oglądam!
— No, jakoś udało nam się uciec. Ale cała stolica wie o tym, co zaszło. A te przeklęte łotry, Unger i jego kompani, na pewno tu dotrą, i to wkrótce.
— Skąd mogą wiedzieć, że udaliście się do klasztoru?
— Jak to skąd? Grandeprise ma długi język!
— To istotnie nieprzewidziana komplikacja. Mogę się znaleźć w kłopotliwej sytuacji. Trzeba więc ich sprzątnąć, gdy tylko tu się zjawią.
— Cieszę się, że tak pan uważa. Ale zapomnieliśmy jeszcze o kimś. O tym przeklętym sir Drydenie!
— To ten Anglik? Przedstawiciel swego rządu?
— Tak. Czy wie pan,


Strony: