Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

podobny, ale…
— Tylko trochę?
— W każdym razie to nie ja.
— Nie mamy więc o czym mówić. Jest to fotografia Gasparina Corteja z Manresy czy z Rodrigandy. Ponieważ jednak nastąpiła pomyłka, proponuję rozstać się w zgodzie. A Dios, seniores!
Schował fotografię do szuflady i zamknął starannie biurko. Landola i Cortejo spojrzeli po sobie bezradnie.
— Chwileczkę, senior! — poprosił Cortejo. — Czy może mi pan odpowiedzieć na jedno pytanie?
— Nie mamy już sobie nic do powiedzenia!
— A jednak… Do kogo należy ta fotografia?
— Do mnie. Otrzymałem ją kiedyś od pewnego pacjenta. Miał na imię Mariano.
Landola zmienił się na twarzy.
— Mariano?! — krzyknął. — A nazwisko?!
— Ten młodzieniec przeszedł dziwne koleje losu. To rodowity Hiszpan, ale używał nazwiska de Lautreville.
— Jak go pan poznał?
— Pewien kolega prosił mnie, bym się nim zajął.
— Lekarz?
— Tak, doktor Sternau, Niemiec.
— Nie może być! — tym razem Cortejo aż poczerwieniał z wrażenia. — Zna go pan może?
— Słyszałem o nim


Strony: