Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

pochodzi z okolicy Parsedillo. Przypadkowo znam to miasto i pobliskie posiadłości. Nie ma tam hacjendera Bartholomea Diaza. Zapewne coś się panu pomyliło. A może pańska hacjenda leży na odludnej wyspie pośród Oceanu Spokojnego?
Landola zaskoczony, nie stracił kontenansu.
— Do czego pan pije?! — wykrzyknął.
— Po prostu seniora poznałem. Pan jest Enrique Landola, a rzekomy Lifetta to Gasparino Cortejo.
Poczuli się w pułapce, ale jeszcze nie dawali za wygraną.
— To oburzające! — zawołał Cortejo. — W tym, co pan mówi, nie ma słowa prawdy…
— Jeszcze pan tego pożałuje — dodał Landola. Doktor uśmiechnął się.
— Nie wyobrażajcie sobie, seniores, że mnie oszukacie i zastraszycie. Zaraz wam udowodnię, że się nie mylę.
Z małej szufladki biurka wyciągnął jakąś fotografię i im pokazał. Ku satysfakcji Hilaria nie umieli ukryć przerażenia, ale jeszcze nie kapitulowali.
— Do pioruna! — zawołał Landola. — Nie znam tego człowieka!
— Ani ja! — dodał Cortejo.
— Naprawdę?
— No — wyjąkał Cortejo. — Może jest trochę do mnie


Strony: