Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

wracać ze wszystkimi przyjaciółmi. A tych szubrawców, tych łotrów niech pan zetrze w pył!
Po dwóch godzinach przybyli do Lomalto. Kierownik pociągu otworzył przedział. Kurt domyślił się, że ten sam człowiek wiózł poszukiwaną trójkę. Zapytał więc o to wprost.
Zaskoczony konduktor odpowiedział niepewnym głosem:
— Tak, monsieur…
— Niech się pan niczego nie obawia — uspokoił go Kurt. — Chciałbym tylko wiedzieć, dokąd zamierzali się udać.
— Do Meksyku. Jechali w moim przedziale i pytali dokładnie o drogę do stolicy. Widziałem, jak wszyscy trzej wsiedli do dyliżansu pocztowego przed dworcem.
Kurt dał mu napiwek. Zadowolony konduktor osobiście wyprowadził ich konie.
Zakupiwszy nieco prowiantu na drogę, dosiedli koni i ruszyli galopem. Sępi Dziób objął dowództwo.
Podczas tej uciążliwej podróży Peters okazał się całkiem dobrym jeźdźcem. Jednakże z powodu złego stanu drogi nie udało się dogonić dyliżansu, ciągnionego przez czterokonny zaprzęg. Po przybyciu do stolicy dowiedzieli się, że dyliżans przybył przed południem, a więc przed kilkoma godzinami.

Strony: