Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

Landola wyraźnie zmarkotniał.
— Ten człowiek nas przejrzał — powiedział po chwili.
— A może rzucił te słowa ot, tak sobie, bo to widać zgryźliwy staruch — Cortejo był lepszej myśli.
— Chyba ma pan rację. Wprawdzie pański makijaż trochę się rozmazał, ale trzeba się dobrze wpatrzyć, by to zauważyć.
— U pana to samo. Musimy jednak mieć się na baczności.
— Teraz przede wszystkim trzeba się dostać do klasztoru!
Brama była otwarta, tak jak poinformował ich grubas. Wjechawszy więc na dziedziniec, zapytali pierwszego spotkanego człowieka, chyba kogoś ze służby, o doktora. W pobliżu przechodził akurat bratanek Hilaria, Manfredo, i zaproponował, że zaprowadzi ich do stryja.
Doktor siedział w swoim pokoju, pogrążony w rozmyślaniach nad wykonaniem zadania, które mu zleciła organizacja. Kiedy Manfredo zaanonsował przybyłych, spojrzał na nich uważnie.
— Kim jesteście, seniores? — spytał zaintrygowany.
— Dowie się pan później — odparł Cortejo. — A teraz proszę powiedzieć: czy nazwisko Cortejo jest panu znane?
— A co to pana obchodzi?


Strony: