Klasztor Della Barbara
Autor: Karol May
ślad.
— Może już jesteśmy na tropie? — Sępi Dziób był optymistą. — Różne myśli snują mi się po głowie. Dokąd udaje się Landola i Cortejo?
— Prawdopodobnie tam, gdzie ich sojusznicy.
— To chyba niebezpodstawne przypuszczenie. W każdym razie musimy tamtych dwóch odszukać. Wtedy dowiemy się, jakie żywią zamiary.
— Ale nie możemy zwlekać — przynaglał Wagner. — Chciałbym uchronić swoich chłopców od niebezpieczeństwa febry.
— Niech więc pan znajdzie inny port w pobliżu Veracruz.
— Dobrze. Przypłynę do zatoki Vermeja i tam będę czekał. Ale co z wami i z tymi biedakami?
Kapitan Wagner tak się martwił losem swych przyjaciół, że trudno go było uspokoić. Klął siarczyście Corteja i jego towarzyszy. Dopiero sygnał do odjazdu pociągu przerwał potok wyzwisk.
Upewniwszy się, że konie odbędą podróż w dobrych warunkach, Kurt wraz z Petersem i Sępim Dziobem zajął wyznaczony przedział. Pożegnanie z Wagnerem było krótkie, ale bardzo serdeczne. Gdy pociąg ruszył, kapitan machając czapką krzyknął:
— Szczęśliwej podróży, panie poruczniku! Proszę
— Może już jesteśmy na tropie? — Sępi Dziób był optymistą. — Różne myśli snują mi się po głowie. Dokąd udaje się Landola i Cortejo?
— Prawdopodobnie tam, gdzie ich sojusznicy.
— To chyba niebezpodstawne przypuszczenie. W każdym razie musimy tamtych dwóch odszukać. Wtedy dowiemy się, jakie żywią zamiary.
— Ale nie możemy zwlekać — przynaglał Wagner. — Chciałbym uchronić swoich chłopców od niebezpieczeństwa febry.
— Niech więc pan znajdzie inny port w pobliżu Veracruz.
— Dobrze. Przypłynę do zatoki Vermeja i tam będę czekał. Ale co z wami i z tymi biedakami?
Kapitan Wagner tak się martwił losem swych przyjaciół, że trudno go było uspokoić. Klął siarczyście Corteja i jego towarzyszy. Dopiero sygnał do odjazdu pociągu przerwał potok wyzwisk.
Upewniwszy się, że konie odbędą podróż w dobrych warunkach, Kurt wraz z Petersem i Sępim Dziobem zajął wyznaczony przedział. Pożegnanie z Wagnerem było krótkie, ale bardzo serdeczne. Gdy pociąg ruszył, kapitan machając czapką krzyknął:
— Szczęśliwej podróży, panie poruczniku! Proszę
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136