Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

klasztorze della Barbara w Santa Jaga.
Twarz Grandeprise’a rozjaśniła się.
— Ale co do tego ostatniego zdania — powiedział — to się pan myli. Oni są niedaleko. Nawet bardzo blisko.
— Nie uwierzę, póki się nie przekonam — skrzywił się Sępi Dziób. — A więc, według pana, oni są tu w gospodzie?
— Oczywiście. Możemy zaraz iść do nich.
— Dobrze, więc chodźmy, chociaż przeczucie mówi mi coś innego.
Po cichu, ostrożnie, aby nikogo nie zbudzić, przeszli do pokoju zajmowanego przez Corteja i Landolę. Był pusty.
— Muszą wrócić! — upierał się Grandeprise.
— Tak pan sądzi? Toż ostatni głupcy tak by postąpili! A za takich ich nie uważam. Przecież wieść o fałszywym oficerze i zbiegłych więźniach szybko rozejdzie się po mieście i zaraz rozpoczną się poszukiwania. Na pewno już ich nie ma w Meksyku.
— Ależ nie mogli mnie zostawić! Dlaczego nie? Proszę tylko spojrzeć!
Oświetlił latarką podłogę, podniósł coś i podał Grandeprise’owi.
— Co to?
— Nie poznaje pan?
— Błoto. Jeszcze mokre i miękkie.
— No


Strony: