Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

zauważył, że obydwaj byli ucharakteryzowani?
Myśliwemu wreszcie spadły łuski z oczu.
— Wielki Boże — biadolił — a więc to naprawdę on. Teraz rozumiem, dlaczego momentami zastanawiałem się skąd znam jego głos. Ależ jestem głupcem nad głupcami! Może mnie pan nawet dosadniej nazwać. Zasłużyłem na to.
— No, no — uspokajał go Sępi Dziób, uśmiechając się dobrodusznie. — Świadomość własnych błędów jest pierwszym krokiem do mądrości.
— Ale skutki, skutki! — westchnął Grandeprise. — Pan za to jest chyba wszechwiedzący. Skąd pan wie na przykład, że byłem na cmentarzu i napadłem na oficera oraz uwolniłem więźniów?
Sępi Dziób, nie chcąc dłużej męczyć Grandeprise’a, opowiedział mu wszystko dokładnie.
— Kalkuluję jednak — oświadczył na koniec — że jest pan dzielnym człowiekiem. W dodatku my obaj, jako traperzy, postępujemy zgodnie z prawami prerii i dżungli i nie obchodzą nas jakieś tam ustawy czy kodeksy. Dlatego przekonam naszych towarzyszy, aby przyjęli pana do kompanii. Tym bardziej, że dzięki panu wiemy, iż Corteja i Landoli należy szukać w


Strony: