Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

uwolnił.
— To nieprawda! — z rozpaczą zaprzeczył Grandeprise.
— Czy wie pan, kto jest sekretarzem Veridantego, a właściwie Gasparina Corteja? To człowiek, którego pan szuka. Enrique Landola, czyli pirat Grandeprise we własnej osobie!
Traper zaniemówił z wrażenia. Zerwał się jak oparzony z hamaka. Zaskoczenie, zdziwienie, wściekłość i zraniona duma na zmianę pojawiały się na jego twarzy.
— Nie wierzę! To niemożliwe! — zawołał wreszcie. — To nie mógł być Enrique!
— A jednak… Po prostu po raz któryś zakpił sobie z seniora. I gdy już został przez nas uwięziony, to pan własnymi rękami go uwolnił. A więc ta żmija w ludzkim ciele w dalszym ciągu będzie zatruwać świat!
Grandeprise był zdenerwowany do granic wytrzymałości. W głowie mu się nie mieściło, jak to się stało, że pirat go oszukał. Głośno też powątpiewał:
— Poznałbym chyba swego przyrodniego brata!
— Co takiego? A więc to aż tak bliskie pokrewieństwo?
— Niestety. Cierpię z tego powodu przez cale życie. Nie, stanowczo zaprzeczam: to nie był on!
— Phi! Czyżby pan nie


Strony: