Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

racji, chętnie stanę do walki.
Grandeprise nie schował jednak rewolweru; siadając z ponurą miną w hamaku, położył go obok siebie.
— Mów pan! Ale uważaj na słowa. Jedno za wiele i wpakuję ci kulę w łeb.
— Albo ja — uśmiechnął się Sępi Dziób. — Wydaje się panu, że mnie zna, ale to nieprawda. Mogłem dzisiaj już parokrotnie strzelić do pana. A przecież nie zrobiłem tego. Odpowiedz szczerze: był senior w Veracruz?
— Byłem.
— Tam poznał pan dwóch mężczyzn, seniora Veridante i jego sekretarza? Wczoraj przybyliście razem do Meksyku? Wieczorem zaś strzegł pan bramy cmentarnej, podczas gdy tamci dokonali zbeszczeszczenia zwłok i oszustwa?
Grandeprise nie potrafił ukryć zdziwienia i zaskoczenia.
— Skąd pan to wie? — Zapytał. — Tak, pilnowałem bramy, ale o znieważeniu zwłok lub oszustwie nie może być mowy.
— Jest pan przekonany?
— Przysięgam na wszystkie świętości!
— Chcę wierzyć. To przemawiałoby na pańską korzyść, że nie łotr z pana, ale naiwny głupiec.
Widać było, że kolejna zniewaga mocno dotknęła myśliwego. Zanim jednak


Strony: