Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

hm. I nie znalazł go pan jeszcze?
— Niestety — przyznał ze smutkiem i złością Grandeprise.
— Hm, hm. A ja myślałem, że traperzy mają dobre oczy.
— Zdaje mi się, że mam wzrok nie najgorszy.
— Tak, ale mam wątpliwości, czy umie go pan używać. Grandeprise zasępił się.
— Chce mnie senior obrazić?
— Skądże znowu! Usiądźmy i porozmawiajmy szczerze. Usiadł na krześle, splunął energicznie i odgryzłszy spory kawał prymki, zaczął mówić:
— Niech się pan nie unosi, ale wydaje mi się, że jest pan albo wielkim łotrem, albo głupcem…
Grandeprise zerwał się błyskawicznie z hamaka i wyciągnął rewolwer. Stając przed Sępim Dziobem, zawołał ostrym tonem:
— Do wszystkich diabłów! Jakim prawem pozwala sobie pan na takie obelgi?!
Sępi Dziób ani drgnął, skinął tylko spokojnie głową.
— Rozumiem, że jako myśliwy chciałby pan bronić swego honoru za pomocą kuli. Czy nie można inaczej? Niech pan pomyśli.
— Jestem przekonany, że master nic mi nie udowodni.
— Schowaj pan rewolwer i posłuchaj. Jeżeli okaże się, że nie mam


Strony: