Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

chodzi? — dodał, gdy stróż stanął w progu.
— Senior, ktoś chciałby z panem mówić. To szlachcic wysoko urodzony. Nazywa się don… don… don Alcantara de Velasco… y… y… y… Strasznie długie nazwisko.
— Jestem bardzo ciekaw tej wizyty. Niech wejdzie!
Gdy stróż się oddalił, Grandeprise zapalił światło i sprawdził, czy rewolwer jest naładowany.
Wszedł nieznajomy. Obaj spojrzeli na siebie ze zdumieniem. Takiego spotkania ani jeden, ani drugi się nie spodziewał.
— Do licha! — zawołał Sępi Dziób. — Grandeprise!
— Do kroćset! Sępi Dziób! Pan tutaj! Jakim cudem pan się znalazł w Meksyku? Spotkałem przecież seniora z Juarezem i… i…
— Nawet miałem sposobność — przerwał mu Sępi Dziób — obserwować pański odwrót znad Rio del Norte. Nazwisko ma pan całkiem, całkiem, ale kojarzy mi się z czymś obrzydliwym. Znam pewnego nicponia, który tak samo się nazywa.
— Tounds! Zna go pan?
— Nawet bardzo dobrze! Osobiście i ze słyszenia.
— Naprawdę? Od dawna szukam tego łotra!
Sępi Dziób obrzucił go przenikliwym spojrzeniem.
— Hm,


Strony: