Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

wprawdzie z nimi jakiś trzeci, ale nie wiem, jak on się nazywa. Ubiera się bardzo skromnie, jak biedny vaquero lub traper.
— Czy ci trzej mężczyźni wyszli wieczorem?
— Tak, o zmroku.
— I wrócili?
— Nie widziałem.
— Chciałbym zamienić z tym traperem czy vaquerem kilka słów. Czy to się da zrobić?
— A wytłumaczy mnie pan, gdy go zbudzę, o ile oczywiście jest w domu?
— Jest w domu. Usprawiedliwię pana. Czy jest tu jakieś miejsce, gdzie mógłbym porozmawiać z nim bez skrępowania?
— W jego pokoju. Jak mam pana przedstawić?
— Powiedz, że chce z nim mówić don Yelasco d’Alcantara y Porfiro de Rianza y Allende de Salvado y Caranza de Vesta–Vista–Vusta.
Sępi Dziób wyrecytował nazwisko z miną tak wyniosłą, że stróż nie wątpił o jego autentyczności. Odszedł, by spełnić polecenie. Szybko przemierzył podwórze i lekko zastukał do drzwi jednego z pokoi gościnnych. Grandeprise nie spał, wrócił bowiem dopiero przed kilkoma minutami. Leżał ubrany w hamaku.
— Kto tam? — zapytał.
— Służba. Czy mogę wejść?
— Proszę. O co


Strony: