Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

że wyjechali przez nią dwaj jeźdźcy. W bramie stał jakiś człowiek i żegnał podróżnych:
— Adios, seniores! Szczęśliwej podróży!
— Adios! — odpowiedział jeden z jeźdźców. — Muszę przyznać, że ubiliśmy dobry interes.
Sępi Dziób wytężył słuch.
— Na Boga! — mruknął. — Ten człowiek ma głos podobny do osobnika, który rozmawiał z owym dziwnym traperem tam pod murem, gdzie leżał rozebrany do gaci oficer. Ale jak to możliwe? Przecież Landola i Cortejo wrócili do gospody. Trzeba to sprawdzić.
Pobiegł do gospody.
— Do stu tysięcy diabłów! — mruczał. — Na tym podłym świecie najlepsi ludzie bywają oszukiwani przez sforę łajdaków.
Zadzwonił do drzwi frontowych. Dopiero na trzeci dzwonek zjawił się stróż. Miał minę zaspaną i niezadowoloną.
— Kto to dzwoni o tak wczesnej porze?
— Ja — odparł spokojnie Sępi Dziób.
— To widzę. Ale kim pan jest?
— Jestem nietutejszy.
— Od razu poznałem. Czego pan chce?
— Porozmawiać z panem.
— A ja nie mam ochoty. Idę dalej spać!
Usiłował zamknąć bramę,


Strony: